Wiecie, jak to jest być cały czas niezauważalną i kompletnie samotną? Samotną to chyba złe określenie. Nie mam ojca. Zostawił mnie i mamę, kiedy dowiedział się o tym, że przyjdę na ten świat. Ale cóż, mimo że go nie znam i pewnie nigdy nie poznam, to będe mieć do niego żal. I go mam. Ale kocham moją mame i teraz ona mi wystarcza, a że brakowało mi ojca, to przyzwyczaiłam się do tego, że mam tylko jednego rodzica.
Katelyn znam od gimnazjum. Od razu znalazłyśmy wspólny język, mimo że tak bardzo się różniłyśmy. Ona zawsze była śliczną, wysoką i atrakcyjną blondynką, która podobała się każdemu mężczyźnie. Ja jednak zamiast wysokich obcasów, wolałam swoje niezbyt czyste trampki, przedarte rurki i crop topy bądź bluzy z logiem ulubionych zespołów. W przeciwieństwie do niej, byłam trochę nieśmiała. Trochę - jak to mówi Katy, jestem bardzo nieśmiała. No cóż. Przyjaciółka fascynowała się nielegalnymi wyścigami, gdzie zawsze mówiłam, żeby z tym skończyła. Nie, nie. Ona nie ścigała się, lecz początkowała start nielegalnym fascynacjom, standardowo opuszczając białą flagę w dół. Z czego opowiadała, niejaki John Stewart był mistrzem w te klocki. Cytuję "Niezastąpiony, boski, najlepszy John Stewart". Katelyn traciła dla niego głowę. Jeździł tylko raz w miesiącu, nigdy nie przegrywał.
-Lucy, Lucy, Lucy! Proszę! Dla mnie! - błagalnym tonem zaczęła Kate.
-Nie! Oszalałaś?! - wiedziałam o co chodzi. Pragnęła, bym wkońcu wyrwała się z, według niej "starego, głupiego domu". A ja przecież tak uwielbiałam tu siedzieć, ze stertą dobrych książek.
-Ale dzisiaj jeździ! Proszę! - krzyczała wciąż przyjaciółka, tym razem już na kolanach.
-Kate, błagam cię. Wiesz, że to nie dla mnie.
Dziewczyna westchnęła cicho i poczęła mówić:
-To jest dla mnie ważne. Zobaczysz, jak tam jest fajnie.
Wkońcu przełamałam się. Wiedziałam, że zależy jej na tym.
-Jeden, jedyny, ostatni raz... - przewróciłam oczami.
Katelyn skakała, trzymając mnie za ręce. Myślałam, że zaraz popuści ze szczęścia.
Wiedząc, że zostały 2 godziny, wybrałam się do swojego pokoju, gdyż dzieliłam dom z przyjaciółką. Ubrałam swoją popielatą, wkładaną bluzę i długie dżinsy, po czym umalowałam się i poszłam do pokoju Kate.
-Ty chyba nie zamierzasz tak pójść na wyścigi? - zapytała przyjaciółka marudnym tonem, krzyżując ręce pod biustem.
-Tak, a czemu nie? - spytałam - Przecież idziemy na wyścigi, a nie na żadne rozdanie Oscarów...
-Napewno tak nie pójdziesz. Nawet nie ma mowy.
Dziewczyna wzięła mnie za ręke i szybkim krokiem, zaprowadziła mnie do mego pokoju.
-Co my tutaj mamy? - zapytała Kate, nie czekając na odpowiedź i przebierając ubrania w szafie - Same bluzy, dżinsy, dresy... ej, a co powiesz na ten zestaw?
Rzuciła wszystko na łóżko, a ja natychmiast przebrałam się w ciuchy. Towarzyszka pokręciła głową z aprobatą i wyszłyśmy. Pod domem ujrzałyśmy czarne, wysokie BMW, a ja wiedziałam, że to Mark, szofer rodziców Katelyn. Wsiadłyśmy i wyruszyłyśmy na ściganki.
-Cześć Kate! - przywitała nas długowłosa blondynka, z dużą ilością eyelineru na oczach i skąpym stroju.
-Czeeeść. To jest Lucy. - Kate przedstawiła moją osobę, a ja uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Yy, no hej. - powiedziała, sztucznie uśmiechając się blondynka, po czym patrzeć współczująco na Katelyn - chodźcie na busy. Busy, czyli "vipowskie miejsca" tylko dla uczestników. Jakim cudem weszłam? Oczywiście, Kate.
-Jest! Jest! - zaczęła szturchać mnie przyjaciółka. - To on. John.
Uśmiechnęłam się i poszliśmy stanąć w odpowiednim miejscu. Oparłam się o jakiś samochód, ponieważ z jakiegoś dziwnego powodu zaczęły boleć mnie nogi. Westchnęłam, kiedy Kate i nowo poznana blondynka zaczęły ciąg damskiej paplaniny. Katelyn gwałtownie odwróciła się w moim kierunku i powiedziała:
-Kto to jest? Nienormalny jakiś? - mrugała oczami, jakby chłopak o blond włosach był złudzeniem - Ten koleś jest jakiś niestabilny umysłowo. On ma zamiar się ścigać?
Jakiś nieznajomy, męski głos, słysząc to, odpowiedział:
-To Luke Hemmings. Przyjechał tu aż z Sydney. Chce się ścigać.
Odwróciłyśmy się.
-Właściwie to niemożliwe, że wygra. Stewart nigdy nie przegrał. - ciągnął jakiś mężczyzna.
Kate w tym samym momencie poszła po flagi, stanąć pomiędzy dwoma samochodami. Wszystko było na swoim miejscu. Zobaczyłam, jak blondynka opuszcza flagę i usłyszałam pisk opon. Na początku wiadomo było, że prowadzić będzie John, jednak pod koniec pierwszego okrążenia, niejaki Luke był na jego ogonie. Słyszałam wrzaski i samochody. O dziwo, w drugim okrążeniu wygrywał chłopak z Sydney. I tak się też stało.
Gdy, obaj uczestnicy wyszli, ze swoich samochodów, prawie cały tłum z parceli, pobiegł pogratulować zwycięscy.
-Niemożliwe. - patrzała z niedowierzaniem Kate. - Niemożliwe.
-A jednak. - powiedziałam znudzonym głosem do blondynki.
Wrzaski nie ustąpiły. Zaczęła się impreza i nagle.
-Cześć, księżniczko. - usłyszałam za swoimi plecami. Odwróciłam głowę i zobaczyłam owego zwycięzce, który ujawnił swój łobuzerski uśmiech, a w dolnej wardze jego ust, ujrzałam mały, czarny kolczyk.
_______________
Cześć! To pierwszy rozdział "Dangerous".
CZYTASZ = KOMENTUJESZ:) Dziękuje.
To dla mnie bardzo motywujące i ważne.
Do następnego!